W rozdziale znajdują się treści nie dla ludzi o słabej psychice. Jeśli nie jesteś dojrzała/y seksualnie, omiń je. Jeśli jesteś, jak ja, życzę miłego czytania :)
___________________________________________________________________
Harry zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia. Z pewnością, była to sypialnia, więc kiedy tylko zobaczyłam łóżko, od razu się na nim "uwaliłam". Głęboko westchnęłam.
Usłyszałam jak Styles przekręca klucz w zamku. Uśmiechnęłam się pod nosem. Chłopak oparl się o ścianą i zaczął mi się przyglądać. Podniosłam głowę.
-Hadley... - zaczął.
-Tak? - odparł cicho.
-Chciałbym zobaczyć cię znów nago. - wyznał. Zaśmiałam się.
-Taki masz dla mnie następny prezent? Seks?
-Jakaś ty bezpośrednia. - powiedział ironicznie. Zaczął rozpinać swoją czerwoną koszulę. Uznałam, że pora na mój ruch. Od razu rozebrałam się do naga.
Leżeliśmy pod białą, aksamitną pościelą. On na mnie, a ja oddawałam mu się cała. Był wspaniały.
Wchodził we mnie parę razy. Krzyczałam. Krzyczałam jego imię.
To nie jest mój pierwszy raz. Dyszałam. On układał swoje usta na moim ciele. Składał mi pocałunki na nim. Drżałam. Jego członek całkiem zagłębił się w mojej waginie. Na początku czułam ból, ale byłam tak podniecona, że nie odbierałam tego tak. Był to przyjemny ból.
Harry wchodził i wychodził ze mnie powoli. Nie chciał zrobić mi krzywdy.
Krzyczałam. W niebogłos. Pewnie słyszeli nas wszyscy. Ale nie obchodziło mnie to.
Zasnęliśmy oboje zmęczeni. Uśmiechałam się przez sen. Śniło mi się to, co działo się z nami przed pójściem spać. Śniła mi się cała ta noc. Najlepsze urodziny w życiu.
** Kaja POV **
Leżałam w łóżku. Sama. Myślałam o nim patrząc bezmyślnie w sufit. Zastanawiały mnie tylko dwie rzeczy: czy spotkałam już kiedyś Liama, żeby tak idealnie go odtworzyć sobie w głowie i namalować jego portret? i druga: czym sobie zasłużył, by Maria była dla niego tak okrutna? Chciałabym z nim porozmawiać, wesprzeć go.. Muszę coś zrobić. Nie zostawię tak tego. Nie mogę obojętnie przejść i patrzeć jak go to męczy. Po prostu tak nie potrafię. Pomogę mu. Może jakoś uchyli mi rąbka tej jego tajemnicy. Chcę wiedzieć więcej.
Jeśli jeszcze nie pojechał do domu, to wtedy z nim porozmawiam. Najlepiej będzie, jak zrobię to od ręki.
Wstałam i "pobiegłam" na dół prawie bezszelestnie. Dosłownie jak wiatr. Usłyszałam jakieś tłuczenie się w kuchni. Miałam nadzieję, że to on. Tylko on jest taką niezdarą, z tego co opowiadała Hadley.
I czy miałam rację? Zrzucił miskę, łyżkę i widelec, tym samym robiąc jakieś trzęsienie ziemi.
-W porządku? - spytałam i się uśmiechnęłam. Akurat zbierał te przedmioty z ziemi, więc dopiero po chwili wstał i spojrzał na mnie.
-Tak, chyba tak.. - powiedział cicho i położył miskę wraz ze sztućcami na blacie - Nie śpisz już? - zmienił temat.
-Jakoś nie mogłam spać.. Te krzyki z ich sypialni mi nie pozwalały. - wskazałam gestem głowy na górę. Chłopak zrozumiał o co mi chodzi, więc nie musiałam mu tłumaczyć. Pokiwał głową w geście, że rozumie.
-Też słyszałem, nie martw się.
-Jak z Marią? - nosz kurwa, wyrwało mi się. Nic na to już nie poradzę. A mogłam zacząć delikatniej. Nie chcę uchodzić za wścibską czy coś..
-Z Marią? - powtórzył. Jego głos brzmiał tak, jakby w tej chwili mało go ona obchodziła. Ale mówił dalej - Pokłóciliśmy się wczoraj. - westchnął i oparł się o blat ramieniem. Spojrzał na swoje dłonie. Jego duże dłonie były bardzo spracowane. Sine i blade. Wiem, to nie jest chyba najlepszy moment by myśleć o jego dłoniach.
-Jeśli można spytać.. O co dokładnie?
-Eh - westchnął znów, ale tym razem ciężko. - Nie uwierzysz.
-Powiedz więc, przekonamy się. - uśmiechnęłam się lekko.
-Zawsze każe mi się ubierać tak, by pasowało do jej kreacji. Kiedy ona zakłada białą sukienkę, ja mam mieć białą koszulkę. Wiesz jakie to wnerwiające? Nie chciałem jej zrobić na złość, lecz wczoraj włożyłem granatową koszulę. Była zła, bo założyła czerwoną sukienkę i nie pasowało jej, logiczne. To taka błahostka, ale zaczęła się wydzierać na mnie i opieprzać mnie. Więc po prostu się zamknąłem. - próbowałam nie wybuchnąć śmiechem. Rzeczywiście, prawie bym nie uwierzyła gdybym nie wiedziała, jaką Maria jest manipulantką, idiotką i.. Dobrze, później dam upust emocjom. Maria to jakaś żmija. Nie wierzę, że zepsuła nastrój Liamowi z tak głupiego wręcz powodu. Ona nie ma wyczucia czasu! Ani klasy! A co dopiero mówić o jej kulturze osobistej i w stosunku do otoczenia.. Paranoja.
-Żartujesz, prawda?
-Owszem, nie. Ona jest zdolna do wszystkiego. - uśmiechnął się lekko, ale zaraz znów powrócił dawny wyraz twarzy.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo ktoś zadzwonił do drzwi frontowych. Postanowiłam otworzyć.
Cdn.
________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki ten rozdział, ale podzieliłam mój długi rozdział na części. Następną część dodam najpóźniej w czwartek, dobrze?
Liamkowa chyba nie jest zła, prawda? :)
Pamiętajcie, że kocham was bardzo i liczę na komentarze pod tym bardzo krótkim rozdziałem :)
niedziela, 13 kwietnia 2014
niedziela, 2 marca 2014
Rozdział 7
Minęło kilka dni. Znów po weekendzie owładnęła mnie ta zwyczajna szara rutyna: normalnie chodziłam do szkoły użerając się z ciotką Anabelle, a Harry? Harry chodził do pracy. Jego tata jest piekarzem, a więc chłopak jest w rodzinnym biznesie od dawna.
Nieważne.
Najważniejsze jest to, że już dziś. Tak, dziś, kończę swoją słodką osiemnastkę, co za tym idzie - czas pomyśleć o własnym życiu, samodzielnym życiu, co za tym idzie dalej - zamieszkam z Harrym. Możemy się przenieść dokąd chcemy. Ale na razie zostaniemy tu, póki nie skończę liceum. Najpierw szkoła.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Lou obiecał, że nie zrobi żadnej większej parapetówki. I rzeczywiście. Zaprosił tylko te osoby, które pozwoliłam mu zaprosić: Liam, Maria i Kaja. Nie wliczając Hazzy i Kelsey. Małe grono, ale myślę, że też da się bawić. W końcu to moje urodziny, m o j e.
Akurat leciała moja ulubiona piosenka Stevie Nicks- Dreams. Już nikt prawie nie pamięta Stevie. Kocham tę piosenkę. Zawsze mnie ponosi. Bawiłam się przy niej sama. Robiłam powolne piruety w tę i z powrotem. Moja turkusowa sukienka z falbankami tańczyła wraz ze mną.
-Widzę, że Hadley nieźle się bawi. - powiedział Louis. Słyszałam co mówili, ale nie myślałam o tym, muzyka ogarnęła cały mój umysł.
-Ona kocha tę piosenkę. Przy niej wyznałem jej, że ją kocham. Wiem, brzmi staroświecko, bo Stevie Nicks to piosenkarka z lat 70. Cóż.. Zawsze przy niej tańczy. - wzruszył ramionami Hazz. Gdy piosenka skończyła się, opadłam na jego kolana.
-Kocham tę piosenkę. To przeznaczenie, że puścili ją akurat dzisiaj, w ten piękny dzień, w którym kończę moją słodką osiemnastkę. Ten dzień jest piękny.
- Moja kruszynka wkracza w dorosłe życie - zamruczał Harry całując mnie po szyi. Pozwoliłam mu na to. Co więcej odgarnęłam włosy, aby dać mu więcej pola do popisu.
- Ja tu jestem. - na dźwięk głosu Louisa podskoczyliśmy jak oparzeni. Cholera całkowicie zapomniałam o Tomlinsonie. Czułam się, jakby ktoś przyłapał mnie na podjadaniu ciastek.
- To ja pójdę zobaczyć, czy przyszła już Kaja - powiedziałam wymijająco i czym prędzej zniknęłam im z pola widzenia. Słyszałam jeszcze chichot Louisa i pomrukiwania Harrego. Swoją drogą Louis i Kelsey nigdy nie okazywali swoich uczuć publicznie. W ogóle nie wyglądali jak para. Dziwne. Po drodze minęłam Liama i Marię. ,,Kolejni zakochani" - pomyślałam z sarkazmem. Maria stała dumnie pod ścianą, a Liam namawiał ją do tańca, lecz ta tylko spojrzała na niego krzywo. Bardzo było mi żal Liego, dlaczego on jest taki zaślepiony?
- Hadley? Mogłabyś na chwilę tu podejść? - to głos Payne'a. Spojrzałam na niego pytająco, ale podeszłam.
- Chcielibyśmy złożyć ci najserdeczniejsze życzenia, aby spełniły się wszystkie Twoje marzenia, abyś nigdy więcej nie cierpiała. No i wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia - zaśmialiśmy się serdecznie - to prezent ode mnie. - Wręczył mi mały pakunek. Otworzyłam z zaciekawieniem. W środku było pudełeczko a w nim śliczna fioletowa bransoletka z zawieszkami i zegarek.
- Abyś się nigdy nie spóźniała - powiedział wesoło Liam
- Yah dzięki Liaś. Uwielbiam Cię - ucałowałam go serdecznie. Liam szturchnął dyskretnie Marię, ale nie uszło to mojej uwadze. Dziewczyna stanęła obok mnie
- Ja też dołączam się do życzeń Liama a tu prezent ode mnie. Żebyś więcej nie ruszała moich rzeczy - powiedziała zimno. Wiedziałam, że jej nie polubię. I ze to był zły pomysł aby ona tu przychodziła.
- Dziękuję - odpowiedziałam równie zimno. Rozpakowałam paczkę, w której była para sandałków. Wyglądały na drogie. Maria rozrzutna. I tak nie będę ich nosić. Odłożyłam prezenty tam gdzie były już podarunki od Lou, Kelsey i Harrego. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Wreszcie Kaja, wreszcie. otworzyłam brązowy prostokąt i ujrzałam w nim duży prostokątny przedmiot zapakowany w odświętny papier. Po chwili wychyliła się znad niego głowa Kai.
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałam drobne problemy z przetransportowaniem prezentu - uśmiechnęła się zakłopotana.
- Nie ma sprawy, ale co ty tam masz?! Trzeba było się nie wygłupiać... - zaczęłam nawijać, ale dziewczyna mi przerwała.
- Byłoby fajnie gdybyś mnie wpuściła, to jest trochę ciężkie.
- A racja. Przepraszam - wpuściłam Kaję do środka.
- Witaj Kaja!- obok mnie stanął Harry. Chciał wyciągnąć rękę w stronę Kai, ale dziewczyna nie miała jak
jej złapać.
- Dobra najpierw wręczę prezent, a dopiero później się przywitamy - zaśmiała się dziewczyna. - Hadley, wszystkiego najlepszego z okazji Twoich osiemnastych urodzin! Mam nadzieję, że dorosłe życie będzie dla ciebie jak najlepsze. A to taki prezent ode mnie. - Najpierw wręczyła mi kwiaty, które dałam Harremu. W moje ręce trafił tajemniczy prostokąt. Z ciekawości rozerwałam papier i zaniemówiłam. Prezentem był obraz, a właściwie portret. Przedstawiał on mnie i Harrego. Byliśmy do siebie tacy podobni! Obok był mniejszy obraz, na którym namalowana byłam ja i Kaja. Dziewczyna uwieczniła każdy szczegół sprawiając, ze obraz wyglądał jak zdjęcie.
- Wow... - szepnął Harry
- Kaja... to jest cudowne - w moich oczach stanęły łzy. Serio, takie rzeczy wzruszały mnie. - Jaki ty masz talent.... Musisz się tam dostać!
- Oj przestań. Obraz, jak obraz. Jestem pewna, że dostałaś o wiele lepsze prezenty.
- Uwierz, ze twój był najlepszy - zapewniłam ją.
- Też chce taki portret na urodziny - Hazza zaczął śmiesznie pozować. Zaśmiałyśmy się.
- Jak mi zapozujesz to cię namaluję - obiecała Kaja.
- Do usług - ukłonił się brunet.
- Chodź zapoznam cię z resztą. - zaproponowałam. Kiwnęła głową. najpierw podeszliśmy do Louisa i Kelsey. Kaja na początku była nieśmiała, ale z czasem śmiała się i rozmawiała. Miała poczucie humoru, jak Louis. Świetnie się zrozumieli. Kątem oka ujrzałam jak Maria się ubiera i krzyczy coś na Liama. Zagłuszała ja muzyka. Wtedy brunet nie wytrzymał i też coś na nią krzyknął pokazując drzwi. Wtedy ona odwróciła się na pięcie i dumnie wyszła. Może to i dobrze. Chociaż wiedziałam, że teraz Liam będzie smutny bo nakrzyczał na Marię bla bla bla.
- Kaja chodź zapoznam cię jeszcze z Liamem! Jest w kuchni. - pociągnęłam zdezorientowaną przyjaciółkę do kuchni. Nie myliłam się. Brunet wpatrywał się w okno. Był smutny i przybity.
- Ej Payne chciałabym abyś kogoś poznał! - zagadnęłam wesoło. Liam odwrócił się i spojrzał na moją towarzyszkę.
- Liam to jest Kaja, Kaja to.. - urwałam, kiedy zobaczyłam wyraz twarzy Kai. Widniało na niej ogromne zdziwienie i przerażenie.
Perspektywa Kai
Kiedy tylko Liam spojrzał w moją stronę doznałam szoku. Przecież to o n. O n. Chłopak, którego n a m a l o w a ł a m. Później spotkałam go w parku. A więc tak się nazywał. Liam. Ładne imię. I właściciel imienia przystojny.
- Kaja co się dzieje? - szepnęła do mnie Hedley.
- Nic takiego - odszepnęłam i dalej wpatrywałam się w chłopaka.
- My się chyba już znamy.... - uśmiechnął się do mnie.
- Chyba tak - powiedziałam cicho - Jestem Kaja.
- Liam- ujął moją wyciągniętą rękę.
- To ja was zostawię samych - Hedley wyszczerzyła się w uśmiechu.
I tak oto zostałam sam na sam z tajemniczym Liamem. Połowę imprezy przegadaliśmy w przytulnej kuchni Louisa. Wiedziałam, ze polubię Liama. Ja już go lubiłam! Opowiedziałam mu o swoich poczynaniach malarskich, a później pokazałam portret Hedley i Harrego.
- Wow... To jest świetne! Spróbuję ci pomóc w tym stażu. Pochodzę z Wolverhampton, więc może mam jakieś znajomości. Moja mama ma sporo znajomych.
- Naprawdę mógłbyś?- zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście. Co to za problem? - posłał mi uśmiech. Porozmawialiśmy jeszcze trochę po czym ruszyliśmy na parkiet, gdzie wirowali Lou i Kelsey. Hazz i Hed gdzieś zniknęli i wolałam nie wiedzieć gdzie są. Akurat jak weszliśmy zmienił się kawałek na Eda Sheerana ,,I See Fire". Louis od razu przytulił do siebie swoją dziewczynę. Natomiast ja stałam zakłopotana.
- Można prosić do tańca? - zapytał Liam wyciągając rękę. Ujęłam ją. Liam przytulił mnie w pasie a ja położyłam swoją głowę na jego ramieniu. Zaczęliśmy się kołysać leciutko w rytm muzyki. Nuciłam pod nosem. To była najlepsza impreza w moim życiu! Później straciłam rachubę ile z Liamem tańczyłam. pochłonął mnie czas i zabawa.
----------------------------------
Wiem, wiem. Przepraszam. Kurde, nie wiem nawet jak się wytłumaczyć. Potrzebowałam trochę czasu. Ale teraz zostaję już na blogu i zaczynam pracę nad następnym rozdziałem. Co sądzicie o spotkaniu Kai i Liama? A o zachowaniu Marii? czy waszym zdaniem Liam kocha Marię? Czekam na wasze komentarze.Jeszcze raz przepraszam. Trzymajcie się i do następnego :D
Liamkowa♥
Nieważne.
Najważniejsze jest to, że już dziś. Tak, dziś, kończę swoją słodką osiemnastkę, co za tym idzie - czas pomyśleć o własnym życiu, samodzielnym życiu, co za tym idzie dalej - zamieszkam z Harrym. Możemy się przenieść dokąd chcemy. Ale na razie zostaniemy tu, póki nie skończę liceum. Najpierw szkoła.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Lou obiecał, że nie zrobi żadnej większej parapetówki. I rzeczywiście. Zaprosił tylko te osoby, które pozwoliłam mu zaprosić: Liam, Maria i Kaja. Nie wliczając Hazzy i Kelsey. Małe grono, ale myślę, że też da się bawić. W końcu to moje urodziny, m o j e.
Akurat leciała moja ulubiona piosenka Stevie Nicks- Dreams. Już nikt prawie nie pamięta Stevie. Kocham tę piosenkę. Zawsze mnie ponosi. Bawiłam się przy niej sama. Robiłam powolne piruety w tę i z powrotem. Moja turkusowa sukienka z falbankami tańczyła wraz ze mną.
-Widzę, że Hadley nieźle się bawi. - powiedział Louis. Słyszałam co mówili, ale nie myślałam o tym, muzyka ogarnęła cały mój umysł.
-Ona kocha tę piosenkę. Przy niej wyznałem jej, że ją kocham. Wiem, brzmi staroświecko, bo Stevie Nicks to piosenkarka z lat 70. Cóż.. Zawsze przy niej tańczy. - wzruszył ramionami Hazz. Gdy piosenka skończyła się, opadłam na jego kolana.-Kocham tę piosenkę. To przeznaczenie, że puścili ją akurat dzisiaj, w ten piękny dzień, w którym kończę moją słodką osiemnastkę. Ten dzień jest piękny.
- Moja kruszynka wkracza w dorosłe życie - zamruczał Harry całując mnie po szyi. Pozwoliłam mu na to. Co więcej odgarnęłam włosy, aby dać mu więcej pola do popisu.
- Ja tu jestem. - na dźwięk głosu Louisa podskoczyliśmy jak oparzeni. Cholera całkowicie zapomniałam o Tomlinsonie. Czułam się, jakby ktoś przyłapał mnie na podjadaniu ciastek.
- To ja pójdę zobaczyć, czy przyszła już Kaja - powiedziałam wymijająco i czym prędzej zniknęłam im z pola widzenia. Słyszałam jeszcze chichot Louisa i pomrukiwania Harrego. Swoją drogą Louis i Kelsey nigdy nie okazywali swoich uczuć publicznie. W ogóle nie wyglądali jak para. Dziwne. Po drodze minęłam Liama i Marię. ,,Kolejni zakochani" - pomyślałam z sarkazmem. Maria stała dumnie pod ścianą, a Liam namawiał ją do tańca, lecz ta tylko spojrzała na niego krzywo. Bardzo było mi żal Liego, dlaczego on jest taki zaślepiony?
- Hadley? Mogłabyś na chwilę tu podejść? - to głos Payne'a. Spojrzałam na niego pytająco, ale podeszłam.
- Chcielibyśmy złożyć ci najserdeczniejsze życzenia, aby spełniły się wszystkie Twoje marzenia, abyś nigdy więcej nie cierpiała. No i wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia - zaśmialiśmy się serdecznie - to prezent ode mnie. - Wręczył mi mały pakunek. Otworzyłam z zaciekawieniem. W środku było pudełeczko a w nim śliczna fioletowa bransoletka z zawieszkami i zegarek.
- Abyś się nigdy nie spóźniała - powiedział wesoło Liam
- Ja też dołączam się do życzeń Liama a tu prezent ode mnie. Żebyś więcej nie ruszała moich rzeczy - powiedziała zimno. Wiedziałam, że jej nie polubię. I ze to był zły pomysł aby ona tu przychodziła.
- Dziękuję - odpowiedziałam równie zimno. Rozpakowałam paczkę, w której była para sandałków. Wyglądały na drogie. Maria rozrzutna. I tak nie będę ich nosić. Odłożyłam prezenty tam gdzie były już podarunki od Lou, Kelsey i Harrego. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Wreszcie Kaja, wreszcie. otworzyłam brązowy prostokąt i ujrzałam w nim duży prostokątny przedmiot zapakowany w odświętny papier. Po chwili wychyliła się znad niego głowa Kai.
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałam drobne problemy z przetransportowaniem prezentu - uśmiechnęła się zakłopotana.
- Nie ma sprawy, ale co ty tam masz?! Trzeba było się nie wygłupiać... - zaczęłam nawijać, ale dziewczyna mi przerwała.
- Byłoby fajnie gdybyś mnie wpuściła, to jest trochę ciężkie.
- A racja. Przepraszam - wpuściłam Kaję do środka.
- Witaj Kaja!- obok mnie stanął Harry. Chciał wyciągnąć rękę w stronę Kai, ale dziewczyna nie miała jakjej złapać.
- Dobra najpierw wręczę prezent, a dopiero później się przywitamy - zaśmiała się dziewczyna. - Hadley, wszystkiego najlepszego z okazji Twoich osiemnastych urodzin! Mam nadzieję, że dorosłe życie będzie dla ciebie jak najlepsze. A to taki prezent ode mnie. - Najpierw wręczyła mi kwiaty, które dałam Harremu. W moje ręce trafił tajemniczy prostokąt. Z ciekawości rozerwałam papier i zaniemówiłam. Prezentem był obraz, a właściwie portret. Przedstawiał on mnie i Harrego. Byliśmy do siebie tacy podobni! Obok był mniejszy obraz, na którym namalowana byłam ja i Kaja. Dziewczyna uwieczniła każdy szczegół sprawiając, ze obraz wyglądał jak zdjęcie.
- Wow... - szepnął Harry
- Kaja... to jest cudowne - w moich oczach stanęły łzy. Serio, takie rzeczy wzruszały mnie. - Jaki ty masz talent.... Musisz się tam dostać!
- Oj przestań. Obraz, jak obraz. Jestem pewna, że dostałaś o wiele lepsze prezenty.
- Uwierz, ze twój był najlepszy - zapewniłam ją.
- Też chce taki portret na urodziny - Hazza zaczął śmiesznie pozować. Zaśmiałyśmy się.
- Jak mi zapozujesz to cię namaluję - obiecała Kaja.
- Do usług - ukłonił się brunet.
- Chodź zapoznam cię z resztą. - zaproponowałam. Kiwnęła głową. najpierw podeszliśmy do Louisa i Kelsey. Kaja na początku była nieśmiała, ale z czasem śmiała się i rozmawiała. Miała poczucie humoru, jak Louis. Świetnie się zrozumieli. Kątem oka ujrzałam jak Maria się ubiera i krzyczy coś na Liama. Zagłuszała ja muzyka. Wtedy brunet nie wytrzymał i też coś na nią krzyknął pokazując drzwi. Wtedy ona odwróciła się na pięcie i dumnie wyszła. Może to i dobrze. Chociaż wiedziałam, że teraz Liam będzie smutny bo nakrzyczał na Marię bla bla bla.
- Kaja chodź zapoznam cię jeszcze z Liamem! Jest w kuchni. - pociągnęłam zdezorientowaną przyjaciółkę do kuchni. Nie myliłam się. Brunet wpatrywał się w okno. Był smutny i przybity.
- Ej Payne chciałabym abyś kogoś poznał! - zagadnęłam wesoło. Liam odwrócił się i spojrzał na moją towarzyszkę.
- Liam to jest Kaja, Kaja to.. - urwałam, kiedy zobaczyłam wyraz twarzy Kai. Widniało na niej ogromne zdziwienie i przerażenie.
Perspektywa Kai
Kiedy tylko Liam spojrzał w moją stronę doznałam szoku. Przecież to o n. O n. Chłopak, którego n a m a l o w a ł a m. Później spotkałam go w parku. A więc tak się nazywał. Liam. Ładne imię. I właściciel imienia przystojny.
- Kaja co się dzieje? - szepnęła do mnie Hedley.
- Nic takiego - odszepnęłam i dalej wpatrywałam się w chłopaka.
- My się chyba już znamy.... - uśmiechnął się do mnie.
- Chyba tak - powiedziałam cicho - Jestem Kaja.
- Liam- ujął moją wyciągniętą rękę.
- To ja was zostawię samych - Hedley wyszczerzyła się w uśmiechu.
- Wow... To jest świetne! Spróbuję ci pomóc w tym stażu. Pochodzę z Wolverhampton, więc może mam jakieś znajomości. Moja mama ma sporo znajomych.
- Naprawdę mógłbyś?- zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście. Co to za problem? - posłał mi uśmiech. Porozmawialiśmy jeszcze trochę po czym ruszyliśmy na parkiet, gdzie wirowali Lou i Kelsey. Hazz i Hed gdzieś zniknęli i wolałam nie wiedzieć gdzie są. Akurat jak weszliśmy zmienił się kawałek na Eda Sheerana ,,I See Fire". Louis od razu przytulił do siebie swoją dziewczynę. Natomiast ja stałam zakłopotana.
- Można prosić do tańca? - zapytał Liam wyciągając rękę. Ujęłam ją. Liam przytulił mnie w pasie a ja położyłam swoją głowę na jego ramieniu. Zaczęliśmy się kołysać leciutko w rytm muzyki. Nuciłam pod nosem. To była najlepsza impreza w moim życiu! Później straciłam rachubę ile z Liamem tańczyłam. pochłonął mnie czas i zabawa.
----------------------------------
Wiem, wiem. Przepraszam. Kurde, nie wiem nawet jak się wytłumaczyć. Potrzebowałam trochę czasu. Ale teraz zostaję już na blogu i zaczynam pracę nad następnym rozdziałem. Co sądzicie o spotkaniu Kai i Liama? A o zachowaniu Marii? czy waszym zdaniem Liam kocha Marię? Czekam na wasze komentarze.Jeszcze raz przepraszam. Trzymajcie się i do następnego :D
Liamkowa♥
środa, 15 stycznia 2014
WIADOMOŚĆ
Hej.
Z tej strony Wasza Liamkowa. Dostałam ogromny opierdziel od Ali i postanowiłam, ze zostanę. Blog będzie dalej prowadzony, niedługo pojawi się rozdział. Wasze komentarze dały mi dużo do myślenia i to przeważyło szlę. Mam nadzieję, ze będziecie komentować tak pięknie, jak tylko się da. Kocham Was <3
Koniec tematu :)
Do zobaczenia :3
~Liamkowa♥
Z tej strony Wasza Liamkowa. Dostałam ogromny opierdziel od Ali i postanowiłam, ze zostanę. Blog będzie dalej prowadzony, niedługo pojawi się rozdział. Wasze komentarze dały mi dużo do myślenia i to przeważyło szlę. Mam nadzieję, ze będziecie komentować tak pięknie, jak tylko się da. Kocham Was <3
Koniec tematu :)
Do zobaczenia :3
~Liamkowa♥
wtorek, 31 grudnia 2013
Rozdział 6
-Harry! - darłam się - Harry!! - i jeszcze głośniej - Jest tu ktoś?! - lamentowałam. Łzy spływały po mojej twarzy cienkim potokiem. To nie na moje siły. Czas się wziąć w garść, wiem. Wybrałam sobie skrajny punkt, który może być charakterystyczny. Muszę sobie przypomnieć. Rozejrzałam się. Już wiem! To ta skała. Skała lessowa. Widać ją tylko z tamtego miejsca. Idealnie. Przebiegłam las i rozejrzałam się znów. Zauważyłam go. Nareszcie. Czerwone Lamborghini stało tak samo, a mój chłopak opierał się o jego maskę znudzony.
-Hazz! - podbiegłam do niego.
-Co się stało, kochanie? Gdzie Liam? - złapał mnie za ramiona widząc moje przerażenie.
-Liama potrąciło auto. Chodź szybko, zostawiłam go tam.. Nie wiedziałam, co robić. Ty mu pomożesz. Możesz zrobić każdy zabieg ratujący życie, prawda? - wydyszałam.
-Mogę. Szybko. - zagrzał mnie i pociągnął za rękę. Oboje zaczęliśmy biec. Zaprowadziłam go. Udało mi się. Łatwo przyszło łatwo poszło. Wystarczyło tylko znaleźć ten skrajny punkt. Nadal leżał tam nieprzytomnie. A ja nadal płakałam patrząc na niego. Miał kilka zadrapań. Jego twarz była spokojna. Wyglądał jakby spał. Był taki spokojny. To sprawiało, że jeszcze bardziej histeryzowałam.
-Harry, zrób coś..
-Czekaj. - chłopak przyłożył ucho do jego klatki piersiowej - Nie oddycha. Musiał dostać ostro w klatkę. Muszę go reanimować, Al. Innego wyjścia nie ma. - tak robił. Uciskał mu klatkę jak podczas sztucznego oddychania. Stosował metodę usta-usta. A ja klęczałam i trzymałam go za rękę. Zadzwoniłam w tym czasie po pogotowie z jego telefonu, który dopiero później znalazłam w jego kieszeni
- Kurwa, wreszcie! Złapałem puls. - przestał go reanimować. Akurat w tej chwili usłyszeliśmy z dala syrenę pogotowia. W samą porę. Jeszcze żeby tylko Liam był już w karetce i żeby wszystko było okej, to ten dzień nie będzie taki straszny. Zalałam się słonymi łzami. Dosłownie. Ale byłam taka dumna z Harrego. Uratował go. Tak jak kiedyś mnie.
Karetka zabrała Liama. Okazało się, że Harry przywrócił mu akcję serca w porę, inaczej, chłopak by umarł. Tak powiedział sanitariusz. Mieliśmy totalne szczęście. Payne obudził się dopiero w pojeździe. Nic takiego mu się nie stało. Miał tylko parę zadrapań, a to, że stracił przytomność, było zwyczajnym efektem ubocznym. Cieszyłam się z tego powodu bardzo.
-Gdzie jestem? - spytał zdezorientowany.
-W karetce. Liam, Harry uratował Ci życie. A było zagrożone. Możesz mu wiele teraz zawdzięczać.
-Jeśli to prawda, to dzięki stary. - kaszlnął lekko - Nic mi nie jest.
-Pojedzie pan na obserwację..
-Chwila, gdzie mój samochód? - przerwał sanitariuszowi.
-Odholowali go. Znaczy, pomoc drogowa. Zadzwoniłam po pomoc drogową. Będzie dobrze. Będziesz mógł go nawet dziś odebrać.- uspokoiłam go.
-Wspaniale. Pomyślałaś o wszystkim. Jesteś aniołem. - powiedział, łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnęłam się na widok jego wesołej już twarzy.Wszystko było w porządku. Lekarz obejrzał go, wszystko było w jak najlepszym stanie. To auto tylko go drasnęło. Dobrze, że jednak dzisiaj będzie mógł wyjść. No tak. Było idealnie, dopóki dopóty jakaś laska nie wpadła na salę.
-Liam! - była to dziewczyna wysoka, o naturalnie kręconych czarnych włosach. Miała na sobie dosyć drogie ubrania i drogie akcesoria. Bardzo atrakcyjna. Poczułam się przy niej jak ociężały słoń. Moja świetna sukienka przy jej żakiecie i spodniach wydawała się śmiesznym łachmanem. Wtedy, dotarło do mnie, że może to być jego dziewczyna, Maria. Na pewno. Nie miałam wątpliwości
- Co wy kurwa mu zrobiliście? Czy ten psychol go pobił? - wskazała na Harrego.
-Nie mów tak do niego. On mu uratował życie! - wrzasnęłam zaskoczona - A tak w ogóle, kim jesteś? - spytałam dla pewności, aczkolwiek bałam się odpowiedzi.
-Jego dziewczyną, debilko I... Czemu masz na sobie moje buty?! - laska podeszła do mnie. Na jej twarzy malowała się wściekłość. Wyglądała jakby bała się, ze pogryzę i połknę w całości te jej sandałki.
-Co, pobijesz mnie za to? Jestem jego przyjaciółką, pożyczył mi.. Nie możemy po prostu zacząć od nowa, na spokojnie? Co się czepiasz?
-Denerwuje mnie takie coś. Odwalcie się od niego. - Wkurwiająca pani. - Nie będę się z wami zadawać.
-Maria, daj spokój. Gdyby nie oni, pewnie bym już nie żył. - Liam siedział już na wózku i z niedowierzaniem spoglądał na swoją zarozumiałą dziewuchę. Gdyby nie ręka Harrego rozszarpałabym ją pazurami. Liam nie zasługuje na taką pizdę.
-To zmienia postać rzeczy. Odebrałam Twoje auto. Zabierasz nas do domu. Siebie i mnie. A was nie chcę widzieć na oczy. Moje buty mają wrócić, jasne? - spiorunowała mnie wzrokiem i zaczęła pakować do swojej torby rzeczy Liama. Myślałam, że jest fajniejsza. A zachowuje się jak suka. Takie one zwykle są. Zimne i niedostępne. Spojrzałam na Liama. Gestem zaczął nas przepraszać. Pokazałam, ze wszystko w porządku. To nie jego wina.On nic nie zrobił. Maria podniosła dumnie głowę i wymaszerowała z sali
- Czekam na ciebie w samochodzie. Pożegnaj się z hołotą. Powiem ci skarbie, ze mnie zawiodłeś. Myślałam, że masz lepszych przyjaciół. - Wszystko się we mnie gotowało. Ja hołota ? To ona w takim razie Cruella de Mon. Biedny Liam. Szczerze mu współczułam.
- Przepraszam Was za nią. Porozmawiam z nią. Nie martwcie się. Ona jest taka tylko na początku. Później będzie lepiej.
- Sorry Payne, ale ci nie wierzę. Ja tej pani w życiu nie polubię.- powiedziałam stanowczo.
- Hadley - złapał mnie za rękę - Daj jej szansę- w jego oczach widziałam nieme błaganie.
- No dobrze, ale zrobię to tylko dla ciebie. - wywróciłam oczami.
- Dzięki. - uśmiechnął się. - Harry tobie też.
- Trzymaj się stary - mój chłopak klepnął przyjaciela przyjaźnie w ramię. Ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Podwieziemy was - zaoferował się Payne. Ścisnęłam rękę Harrego. Lokowaty spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Wtedy zrozumiał moje ciche błaganie.
- Wiesz Liam, my z Hadley mamy jeszcze coś do załatwienia na mieście. Jedźcie sami. - zwrócił się do Liama.
- na pewno ? A jak później wrócicie ? - dopytywał przyjaciel.
- Liam jesteśmy w Doncaster. Tutaj też jeżdżą autobusy - przewróciłam oczami.
- No dobrze - westchnął brunet pokonany. - Ale odzywajcie się !
- Oczywiście - uśmiechnęłam się przyjaźnie. No ale oczywiście panna ,, Suka Maria" musiała wszystko zepsuć. Z racji tego, że staliśmy blisko samochodu Liama, nie dało się zobaczyć, jak kapryśna dama odsuwa szybę samochodu i patrzy na nas krytycznie.
- Liam - odezwała się chłodno - możemy już jechać ? Jestem zmęczona po całym dniu pracy. Chciałabym wziąć kąpiel.
- Tak, oczywiście - powiedział posłusznie chłopak. Szczerze ? Nie wyglądali jak para. Raczej jak dama i jej lokaj. Liam zrób to, Liam zrób tamto, Liam zrób siamto. Nie rozumiem Liama. jak on pozwala tak sobą pomiatać ?! W tym czasie Maria odnalazła mnie wzrokiem.
- Buty - wycedziła mierząc mnie wymownym spojrzeniem. Wkurwiona do granic wytrzymałości odpięłam je i cisnęłam nimi w lokowatą. Złapała. Jaka szkoda.
- Zjedz je sobie kurwa - mruknęłam.
- Chcesz mnie zabić ?! - pisnęła oburzona.
- Uwierz, że marzę o tym - powiedziałam dobitnie po czym odwróciłam się do niej dupą i ruszyłam powolnym krokiem - Cześć Liam ! - krzyknęłam na odchodne. Harry szedł za mną. Widziałam jeszcze jak Payne odpala swoje cacko i znikają z pola widzenia. Nagle dobiegł do moich uszu rechot Harrego.
- No i z czego się śmiejesz ?! - spojrzałam na niego z niezadowoleniem.
- Wy się chyba nie polubicie - wykrztusił.
- Ja z tą szmatą ? W życiu ! - Parsknęłam.
- Mnie też nie przypadła do gustu. Co ten Payne w niej widzi ?
- Nic. Liam ma po prostu za dobre serce. Twierdzi, ze nie może zostawić Marii, gdyż załatwiła mu pracę i inne duperele. Już dawno go przejrzałam. A dzisiaj tylko to się potwierdziło.
- Trzeba czym prędzej wyciągnąć go z tego gówna. - powiedział zdecydowanie Styles.
- I o właśnie w tobie lubię Harreh - cmoknęłam go w policzek.
- Chodź kupimy ci buty Księżniczko - zaśmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę pobliskiego sklepu z obuwiem.
Perspektywa Kai
- Hazz zobacz jakie śliczne buty ! Daj mi moją torbę, muszę je przymierzyć. Mam nadzieję, że będzie odpowiedni numer! - Podniosłam głowę i ujrzałam.....
- Hadley ! - prawie pisnęłam.
- Kaja ? Witaj ! - podbiegła do mnie. Zaczęłyśmy się przytulać i śmiać, jakbyśmy nie widziały się do roku.
- Harry poznaj Kaję, o której tyle ci opowiadałam, Kaja to z kolei jest Harry. Mój chłopak. - Podaliśmy sobie dłonie na przywitanie.
- Wiele o tobie słyszałem Kajo - powiedział Harry tym swoim głębokim głosem
- Ja również - uśmiechnęłam się. Hadley po przymierzeniu butów postanowiła je zakupić. Harry trzymał w rękach śliczne sandałki. Ja miałam dwie pary trampek. Zapłaciliśmy za zakupy po czym udaliśmy się na lody. Kiedy tak sobie jedliśmy wpadłam na pewien pomysł.
- Mieszkam niedaleko, może pójdziemy do mnie ?
- Czemu nie ? - zabrała głos Hadley - chciałabym obejrzeć Twoje dzieła - uśmiechnęła się.
- Nie przesadzaj - wywróciłam oczami.
- Malujesz ? - zapytał Harry. Był całkiem w porządku.
- Tak. Staram się o staż w Wolverhampton, ale raczej kiepsko to widzę - westchnęłam.
- Wolverhampton to rodzinne miasto Liama - zauważył Harry.
- Liama ? - zapytałam.
- To nasz przyjaciel - wyjaśniła Hadley. - Poznasz go na moich urodzinach. Masz przyjść pamiętaj.- ostrzegła.
- Jasne, przyjdę. Tylko adres mi podaj - uśmiechnęłam się.
- My po ciebie przyjedziemy - powiedział Harry.
- Ejj nie trzeba - zaczęłam, ale Styles został nie ugięty. Zapłaciliśmy za lody, po czym ruszyliśmy w stronę mojego domu. Jak dobrze, że mam porządek. Otworzyłam bramę wpuszczając przodem moich gości.
- Jak tu ślicznie - rozmarzyła się Hadley
- Dzięki, ogród sama projektowałam - uśmiechnęłam się skromnie.
- Dziewczyno ty masz ogromny talent ! Nie zmarnuj tego! - fascynował się Harry.
- No weźcie nie przesadzajcie. Ja nie da Vinci - parsknęłam śmiechem otwierając drzwi. Mamy jeszcze nie było. Pewnie zahaczyła o jakieś zakupy.
- No zapraszam - wpuściłam ich i zamknęłam drzwi.
- Coś do picia ? - zaproponowałam. Powiedzieli, że na razie nie, więc zaprosiłam ich na górę.
- Masz przytulny pokoik - zachwycała się Hadley, gdy już siedziała na moim łóżku.
- Dzięki, ale uwierz. Nieraz strasznie mi się w nim nudzi. Tak to jest gdy jest się jedynaczką.
- Wiem co czujesz - zgodziła się ze mną Hadley
- A ja tam nie wiem jak to jest - wysunął język Harry.
- Bo ty cienias jesteś - pocałowała go Hadley
- To kiedy jest ta twoja biba ? - zapytałam rozbawiona.
- W tą sobotę u mnie. Akurat ciotka wyjeżdża do jakiegoś kuzyna to będzie impra - tajemnica - odpowiedziała.
- Brzmi świetnie, a dużo będzie osób ? - zapytałam. Byłam spokojna tylko pozornie.
- No sporo ich trochę będzie. Wszyscy zaufani, nie martw się. Z każdym cię zapoznam. - obiecała.
- Jasne - mruknęłam pełna obaw. Nie podobała mi się wizja mnóstwa ludzi w ciasnym domu.
- Jakie to jest zajebiste ! - usłyszałam Harrego, oglądającego niedokończony jeszcze obraz widniejący na płótnie. - Kiedy go skończysz chętnie go od ciebie kupię.
- Wiesz, w sumie nigdy nie sprzedaję swoich obrazów, ale dla ciebie zrobię wyjątek - uśmiechnęłam się, czym zaraziłam również Stylesa.
Z Hadley i Harrym spędziliśmy czas aż do wieczora. Bardzo się z nimi związałam. Mogę spokojnie powiedzieć, ze jesteśmy przyjaciółmi. Harry jest całkiem w porządku, a z Hadley tworzą parę idealną. Co więcej, ich wizyta sprawiła, ze nie bałam się urodzin Hadley już tak bardzo. Jeśli będzie tak fajnie jak dzisiaj to nie mam nic do stracenia. Harry obejrzał wszystkie moje dzieła. No może oprócz jednego. Nie pokazałam im portretu tajemniczego chłopaka spotkanego w parku. No bo po co ? A jak go znają ? Lepiej poczekać. Na końcu ich odprowadziłam na przystanek i patrzyłam jak odjeżdżają autobusem, na który ledwo zdążyli. Śmiałam się wtedy do rozpuku. Biegnący Harry z Hadley na rękach - to trzeba przeżyć. Wróciłam do domu bardzo szczęśliwa. Humor od razu mi się polepszył. Poczekałam na mamę, a kiedy przyszła opowiedziałam jej o moich gościach. Powiadomiłam ją też o imprezie urodzinowej. Zgodziła się ze zdziwieniem, wiedziała bowiem , że nie przepadam za imprezami. Wydarzenia z przeszłości nie pozwalały mi wtedy. Mama się mnie wtedy o to zapytała a ja odpowiedziałam :
- Mamo, nie patrzę w przeszłość, byłą przerażająca - po tych słowach rodzicielka przytuliła mnie do siebie. Pokazałam jej również mój zakup. W ciszy podziwiałyśmy parę butów. Siedziałyśmy i wspominałyśmy do późna w nocy. Później zmęczona poszłam spać. Wszystko było jakby jaśniejsze. Dzięki dwójce niesamowitych ludzi.
----------------------------------------------------------------
Witam Was JESZCZE w starym roku ;) Tu Liamkowa♥ Chciałabym Wam życzyć Szczęśliwego Nowego roku, spełnienia marzeń, zdrowia, koncertu 1D no i czego jeszcze sobie życzycie <3 Jak widzicie Kaja ma jakieś przeżycia związane z przeszłością ? Jak myślicie co to może być ? Wiem, ze jest was trochę ;) Dodawajcie się do obserwujących i komentujcie, bo to motywuje i sprawia radość. Wtedy wiemy, ze ktoś to czyta i ze mamy dla kogo pisać ♥
Love you all ♥
Liamkowa xx
niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 5
Obudziłam się na ramieniu Harrego. Wszystko byłoby idealnie, gdyby mój wspaniały chłopak, nie dostał ślinotoku! Obślinił mnie całą. Nie dość, że się upił, to jeszcze... Kurwa, nasikał mi w buty. Co za cep! Tych butów, to ja już mu nie wybaczę. Przesadził.
Wszyscy jak zwykle spali. Jak na poprzedniej imprezie. Przerażał mnie ten widok. Po prostu, zwyczajnie, wzięłam znów swoje ubrania i poszłam do łazienki się ubrać.
Chciałam jak najszybciej, znów wrócić do domu. Z Harrym. Poproszę ciotkę, żeby pozwoliła mi u niego nocować. To największe, czego dziś potrzebuję.
Dopiero w domu wezmę prysznic. Ubrałam się. Najzwyczajniej na świecie wsunęłam rurki na nogi. Wyciągnęłam z torebki szminkę i poprawiłam nią usta. Idealnie. Tyle wystarczy.
-Harry.. Harry! - próbowałam obudzić mojego śpiocha - Zmywamy się, póki te pijaki jeszcze śpią. - szepnęłam mu do ucha - Rusz się, głąbie! - zawołałam cicho. Na te słowa jego zgrabny tyłek gwałtownie zsunął się z łóżka na podłogę. Złapałam go za ucho i podniosłam do pionu.
-Auaa.. Kobieto, co się dzieje? Pali się? Louis wczoraj tyle wypił, do wieczora nie wstanie.
-Zupełnie jak ty. - wycedziłam. Chłopak wzruszył ramionami. Podałam mu jego ubrania.
-Ubieraj się, głupku. Będziesz mnie nosił na barana. Nasikałeś mi wczoraj na buty, ty flejo!
-Cii.. Bo wilk wstanie zaraz. - wskazał wzrokiem na Lou. Zniżyłam głos.
-Dobra.
-W ramach rekompensaty za te buty, ponoszę cię, ale kupię ci ładniejsze buciki. Przypomnij mi o tym. - kiwnęłam głową.
Poczekałam na Hazzę, aż się ubrał w salonie, gdzie było parę porozwalanych krzeseł. Pomyślałam, że to Tomlinson znów szalał po pijaku. Procenty uderzyły mu do głowy. Jak zwykle.
A na dole, spotkałam również Liama buszującego po lodówce.
-Czego tam szukasz?! - zapytałam głośno. Szatyn chyba mnie nie zauważył, bo podskoczył lekko ze strachu.
-Boże, Hadley, nie strasz mnie tak.. Już nie śpisz?
-Oczywiście, że nie. Czekam na tego głąba, aż się ubierze. Zmyjemy się, zanim te wariaty ujrzą światło dzienne. Moja ciotka pewnie wychodzi z siebie i staje obok, bo mnie nadal nie ma w domu. Ale mówiła, że pracuje na noc, więc powinna wrócić za godzinę.. Wiesz, Harry ma jakieś trzy procenty we krwi, nie mógłbyś nas zawieźć? Obawiam się, że z nim się nie da tak jeździć, dostaniemy mandat i dopiero będzie, bo on nie ma przy sobie kasy.
-Jasne. Najważniejsze jest bezpieczeństwo, co nie? Najpierw tylko coś wszamam. - pokręciłam głową - Co?
-Błagam Cię.. Teraz..
-Hm..
-Zajedziemy do Maca.
-No dobra. I tak mają zupełnie pustą lodówkę. - powiedział i zamknął ją. I zaraz zszedł na dół i Harry.
-Pakuj się do tego pięknego Lamorghini, Styles. Nie pozwolę ci prowadzić tego grata, zwłaszcza po pijaku.
-Jak sobie pańcia życzy.
-Schyl się. - nakazałam. Lokers posłusznie to zrobił, a ja wskoczyłam mu na plecy - Obiecałeś mi coś.
-Wiem.. - nie odrzekł nic więcej. Przecież miałam rację. Ma mnie nosić.
Liam poszedł odpalić auto, a my tuż za nim.
Wsiadłam do pięknego wozu o białej tapicerce. Usadowiłam się bardzo wygodnie.
-Wreszcie porządne auto.
-Ej, Marina jest ponadczasowa!
-Nazwałeś to auto Marina? Czy w ogóle można to nazwać autem? - jak ja lubiłam go wkurzać.
-Bo cię nie będę niósł. Pokaleczysz się w nogi!
-Wiesz Hazz, modlę się, żebyś to był ty.
-Miłość kwitnie. Piękni i młodzi. - rzekł Liam sarkastycznie, po czym się brechtnął.
-I tacy idealni. - dopowiedział Styles.
-Czasem tak bywa, że się tyramy przez jakiś czas, a później i tak się kończy w łóżku.
-Ekhem.. - Harry kaszlnął - Tak. I to za każdym razem. Ale to miała być nasza tajemnica!
-Srak tajemnica, wszyscy wiedzą, że lubisz się pierdolić!
-Cicho.
-Okej, skarbie. - oparłam się o jego ramię - Widzisz? Już jest dobrze. - Liam pokręcił z niedowierzanie głową, po czym przekręcił klucz w stacyjce i ruszyliśmy.
W połowie drogi, na jakiejś szosie samochód po prostu stanął, a z rury wydechowej słychać było buchanie i tłuczenie.
-Chyba rozrusznik się zjebał.
-Kurwa. Świetnie. - warknął Harry.
-Bez paniki.. - uspokoiłam go.
-Ja nie panikuję. Ja po prostu się śpieszę. - chłopak wysiadł. Zostałam sama. A oni coś zaczęli majstrować. Po pięciu minutach, usłyszałam Liama.
-Miałem rację. Zjebał się rozrusznik.. Harry, zostań tu i pilnuj samochodu. Hadley, pójdziesz ze mną poszukać jakiegoś punktu, gdzie możemy prosić o pomoc. Chodź. - na jego życzenie wysiadłam.
-Ale Liam, ja nie mam butów..
-Poczekaj. - otworzył bag i wyjął ładną parę sandałów - To buty mojej dziewczyny. Nie obrazi się, jeśli pożyczysz. - wsunęłam szybko buty na stopy i poszłam za nim. Bałam się tylko o Harrego. Z nim nigdy nic nie wiadomo. A teraz, zostaje sam na szosie z drogim zapewne w chuj samochodem. Dobrze. Chyba mu zaufam.
Szliśmy tak jakiś czas w ciszy.
-Liam.. Mogę cię o coś spytać?
-Jasne.
-Czy ty i Maria.. No wiesz.. Robiliście już to? Niee że wnikam w Twoje życie seksualne, ale..
-Tak. - przerwał mi i nabrał świeżego powietrza - Hadley.. Ona jest.. Wiesz..
-Nie wiem.
-Ona jest zamknięta w sobie.
-I ma styl. - spojrzałam na buty.
-Trochę. - zaśmiał się lekko - Trudno do niej dojść. Czasem gada takie głupoty, że nie wiem o co jej chodzi.. Ale jest piękną i atrakcyjną kobietą.
-Zapewne. - wycedziłam. Liam nagle spojrzał przed siebie.
-Hadley, uważaj! - krzyknął.
-Na co? - ostatnie słowa, które od niego usłyszałam. Odparło go jakiś metr do przodu. Puknęło go auto.
-Liaaam!! - krzyknęłam.
______________________________________________________________________
Rozdział krótki, bo musiałam się sprężyć :'c
Najlepszym komentarzem na to, będzie jego brak..
Heh, dobranoc .<3
~ Swaggy Hemoglobina <tommo>
Wszyscy jak zwykle spali. Jak na poprzedniej imprezie. Przerażał mnie ten widok. Po prostu, zwyczajnie, wzięłam znów swoje ubrania i poszłam do łazienki się ubrać.
Chciałam jak najszybciej, znów wrócić do domu. Z Harrym. Poproszę ciotkę, żeby pozwoliła mi u niego nocować. To największe, czego dziś potrzebuję.
Dopiero w domu wezmę prysznic. Ubrałam się. Najzwyczajniej na świecie wsunęłam rurki na nogi. Wyciągnęłam z torebki szminkę i poprawiłam nią usta. Idealnie. Tyle wystarczy.
-Harry.. Harry! - próbowałam obudzić mojego śpiocha - Zmywamy się, póki te pijaki jeszcze śpią. - szepnęłam mu do ucha - Rusz się, głąbie! - zawołałam cicho. Na te słowa jego zgrabny tyłek gwałtownie zsunął się z łóżka na podłogę. Złapałam go za ucho i podniosłam do pionu.
-Auaa.. Kobieto, co się dzieje? Pali się? Louis wczoraj tyle wypił, do wieczora nie wstanie.
-Zupełnie jak ty. - wycedziłam. Chłopak wzruszył ramionami. Podałam mu jego ubrania.
-Ubieraj się, głupku. Będziesz mnie nosił na barana. Nasikałeś mi wczoraj na buty, ty flejo!
-Cii.. Bo wilk wstanie zaraz. - wskazał wzrokiem na Lou. Zniżyłam głos.
-Dobra.
-W ramach rekompensaty za te buty, ponoszę cię, ale kupię ci ładniejsze buciki. Przypomnij mi o tym. - kiwnęłam głową.
Poczekałam na Hazzę, aż się ubrał w salonie, gdzie było parę porozwalanych krzeseł. Pomyślałam, że to Tomlinson znów szalał po pijaku. Procenty uderzyły mu do głowy. Jak zwykle.
A na dole, spotkałam również Liama buszującego po lodówce.
-Czego tam szukasz?! - zapytałam głośno. Szatyn chyba mnie nie zauważył, bo podskoczył lekko ze strachu.
-Boże, Hadley, nie strasz mnie tak.. Już nie śpisz?
-Oczywiście, że nie. Czekam na tego głąba, aż się ubierze. Zmyjemy się, zanim te wariaty ujrzą światło dzienne. Moja ciotka pewnie wychodzi z siebie i staje obok, bo mnie nadal nie ma w domu. Ale mówiła, że pracuje na noc, więc powinna wrócić za godzinę.. Wiesz, Harry ma jakieś trzy procenty we krwi, nie mógłbyś nas zawieźć? Obawiam się, że z nim się nie da tak jeździć, dostaniemy mandat i dopiero będzie, bo on nie ma przy sobie kasy.
-Jasne. Najważniejsze jest bezpieczeństwo, co nie? Najpierw tylko coś wszamam. - pokręciłam głową - Co?
-Błagam Cię.. Teraz..
-Hm..
-Zajedziemy do Maca.
-No dobra. I tak mają zupełnie pustą lodówkę. - powiedział i zamknął ją. I zaraz zszedł na dół i Harry.
-Pakuj się do tego pięknego Lamorghini, Styles. Nie pozwolę ci prowadzić tego grata, zwłaszcza po pijaku.
-Jak sobie pańcia życzy.
-Schyl się. - nakazałam. Lokers posłusznie to zrobił, a ja wskoczyłam mu na plecy - Obiecałeś mi coś.
-Wiem.. - nie odrzekł nic więcej. Przecież miałam rację. Ma mnie nosić.
Liam poszedł odpalić auto, a my tuż za nim.
Wsiadłam do pięknego wozu o białej tapicerce. Usadowiłam się bardzo wygodnie.
-Wreszcie porządne auto.
-Ej, Marina jest ponadczasowa!
-Nazwałeś to auto Marina? Czy w ogóle można to nazwać autem? - jak ja lubiłam go wkurzać.
-Bo cię nie będę niósł. Pokaleczysz się w nogi!
-Wiesz Hazz, modlę się, żebyś to był ty.
-Miłość kwitnie. Piękni i młodzi. - rzekł Liam sarkastycznie, po czym się brechtnął.
-I tacy idealni. - dopowiedział Styles.
-Czasem tak bywa, że się tyramy przez jakiś czas, a później i tak się kończy w łóżku.
-Ekhem.. - Harry kaszlnął - Tak. I to za każdym razem. Ale to miała być nasza tajemnica!
-Srak tajemnica, wszyscy wiedzą, że lubisz się pierdolić!
-Cicho.
-Okej, skarbie. - oparłam się o jego ramię - Widzisz? Już jest dobrze. - Liam pokręcił z niedowierzanie głową, po czym przekręcił klucz w stacyjce i ruszyliśmy.
W połowie drogi, na jakiejś szosie samochód po prostu stanął, a z rury wydechowej słychać było buchanie i tłuczenie.
-Chyba rozrusznik się zjebał.
-Kurwa. Świetnie. - warknął Harry.
-Bez paniki.. - uspokoiłam go.
-Ja nie panikuję. Ja po prostu się śpieszę. - chłopak wysiadł. Zostałam sama. A oni coś zaczęli majstrować. Po pięciu minutach, usłyszałam Liama.
-Miałem rację. Zjebał się rozrusznik.. Harry, zostań tu i pilnuj samochodu. Hadley, pójdziesz ze mną poszukać jakiegoś punktu, gdzie możemy prosić o pomoc. Chodź. - na jego życzenie wysiadłam.
-Ale Liam, ja nie mam butów..
-Poczekaj. - otworzył bag i wyjął ładną parę sandałów - To buty mojej dziewczyny. Nie obrazi się, jeśli pożyczysz. - wsunęłam szybko buty na stopy i poszłam za nim. Bałam się tylko o Harrego. Z nim nigdy nic nie wiadomo. A teraz, zostaje sam na szosie z drogim zapewne w chuj samochodem. Dobrze. Chyba mu zaufam.
Szliśmy tak jakiś czas w ciszy.
-Liam.. Mogę cię o coś spytać?
-Jasne.
-Czy ty i Maria.. No wiesz.. Robiliście już to? Niee że wnikam w Twoje życie seksualne, ale..
-Tak. - przerwał mi i nabrał świeżego powietrza - Hadley.. Ona jest.. Wiesz..
-Nie wiem.
-Ona jest zamknięta w sobie.
-I ma styl. - spojrzałam na buty.
-Trochę. - zaśmiał się lekko - Trudno do niej dojść. Czasem gada takie głupoty, że nie wiem o co jej chodzi.. Ale jest piękną i atrakcyjną kobietą.
-Zapewne. - wycedziłam. Liam nagle spojrzał przed siebie.
-Hadley, uważaj! - krzyknął.
-Na co? - ostatnie słowa, które od niego usłyszałam. Odparło go jakiś metr do przodu. Puknęło go auto.
-Liaaam!! - krzyknęłam.
______________________________________________________________________
Rozdział krótki, bo musiałam się sprężyć :'c
Najlepszym komentarzem na to, będzie jego brak..
Heh, dobranoc .<3
~ Swaggy Hemoglobina <tommo>
Subskrybuj:
Posty (Atom)


